Czy studia przygotowują do pracy?

Podczas których studiów znajdziemy pracę, a które jedynie otworzą nam drogę do zdobywania wiedzy po dyplomie? Dominik Paszkowski, student Wydziału Elektroniki Politechniki Warszawskiej przyznaje, że większość jego kolegów z roku już pracuje. – Rozesłałem CV do różnych firm i moje kwalifikacje (a jestem na kierunku elektronika i telekomunikacja, specjalność radiokomunikacja i techniki multimedialne) zainteresowały Wojskowe Zakłady Łączności, w których obecnie pracuję jako laborant – opowiada. – Mam nawet jedną piątą etatu, jeden dzień w tygodniu udaje mi się wygospodarować na pracę zawodową, podczas wakacji byłem nawet zatrudniony w pełnym wymiarze godzin. Oczywiście, w każdej pracy jest tak, że trzeba poznać jej specyfikę i tak naprawdę człowiek wdraża się w pewne szczegóły dopiero w konkretnej sytuacji. Jednak na studiach zdobywamy konieczne teoretyczne podstawy, które umożliwiają nam zastosowanie ich w praktyce, w różnych miejscach pracy związanych z elektroniką, telekomunikacją, ale też informatyką.

Nie wszyscy moi znajomi ze studiów pracują dokładnie w zawodzie, niektórzy np. w firmach sprzedających sprzęt elektroniczny, zajmują się tłumaczeniem instrukcji i ofert dla klientów, ale wszystko to jest jakoś powiązane z naszym kierunkiem – dodaje. – Na różnych wydziałach politechniki już na pierwszym roku jest słynny przedmiot: podstawy pomiarów, to zmora studentów, a jednak to na nim uczymy się praktycznej obsługi urządzeń pomiarowych wykorzystywanych potem w pracy. Mnie i kolegom to się bardzo przydaje. Wiem, że każdy z nas będzie się musiał przystosować w przyszłości do konkretnego miejsca pracy, ale nie przewiduję, by po studiach dzieliła nas jakaś przepaść od stosowanych faktycznie technologii i byśmy musieli zdobywać wiele dodatkowych uprawnień. Także koledzy Dominika studiujący w Wojskowej Akademii Technicznej i jego brat próbują godzić studia z pracą i czują się do niej nieźle przygotowani. Problem stanowić może jedynie bardziej sztywna niż na politechnice siatka zajęć.

Filolog – ale czy lektor, nauczyciel, tłumacz?

– Mam wrażenie, że studia (filologia polska na UW) nie przygotowały mnie dobrze do zawodu – mówi nauczycielka ucząca w LO języka polskiego. – Mimo że ukończyłam specjalizację nauczycielską, po przyjściu do pracy miałam wrażenie, że zdobyta w trakcie przedmiotów metodycznych teoretyczna wiedza zupełnie nie przekłada się praktycznie na to, co dzieje się w szkole. Na zajęciach uczono nas definicji, a nie konkretnych rozwiązań, nie odpowiadano na najprostsze pytania typu: „jak się zachować, gdy uczeń zrobi to i to?” Czasami mam wrażenie, że moi wykładowcy, np. pedagodzy sami nie odnaleźliby się w szkolnej praktyce. Tego, jak postępować z uczniami, po prostu musiałam nauczyć się sama. Opinię polonistki potwierdzają nauczyciele i lektorzy uczący angielskiego.

– Moim zdaniem (a zdanie to podzielają również inni moi koledzy i koleżanki uczący języków obcych) studia wyższe niezbyt dobrze przygotowują do pracy lektora – twierdzi Agnieszka Strusińska, metodyk szkoły językowej Perfect English w Nowym Sączu, odpowiedzialna za program nauczania i szkolenia wewnętrzne. – Przede wszystkim wiele uczelni naucza tylko teoretycznych aspektów metodycznych, które niewątpliwie są bardzo ważne, ale nie do końca sprawdzają się w codziennej pracy nauczyciela języka obcego. Ponadto, zdarza się, że osoby uczące metodyki na wyższych uczelniach to czasami, mimo bardzo wysokich kwalifikacji i tytułów naukowych teoretycy, którzy nie pracowali nigdy w żadnej szkole i czasami nie znają realiów i problemów, jakie napotyka lektor w swojej pracy. Mało zajęć na wyższych uczelniach poświęca się nowym trendom w dydaktyce języków obcych i stosowaniu nowoczesnych technologii nauczania. Co więcej, nie wszystkie uczelnie i szkoły wyższe mają w swoim programie dużą liczbę zajęć poświęconych na obserwację lekcji prowadzonych przez doświadczonych nauczycieli w różnych typach szkół (nie tylko publicznych) oraz na uczenie studentów prowadzenia zajęć.

Dlatego też ważne jest, aby osoba, która na poważnie myśli o zawodzie lektora, była przygotowana na ciągłe dokształcanie się i inwestowanie zarówno swojego czasu, jak i niejednokrotnie środków finansowych w dodatkowe szkolenia, warsztaty – podkreśla Agnieszka Strusińska.

Absolwenci filologii obcych powinni też zdawać sobie sprawę, że wraz z dyplomem nie uzyskują uprawnień tłumacza przysięgłego.

– Absolwent filologii obcej nie ma uprawnień tłumacza przysięgłego tak jak absolwent prawa nie ma uprawnień notariusza czy adwokata – tłumaczy studentka filologii germańskiej UJ, Magdalena Jackowska. – Aby uzyskać te uprawnienia, oprócz skończonej filologii obcej z tytułem magistra lub studiów podyplomowych z zakresu tłumaczenia, należy jeszcze zdać egzamin dający uprawnienia tłumacza przysięgłego – dodaje Agnieszka Strusińska.

Oczywiście, wielu tłumaczeń można podejmować się także nie mając tych uprawnień.

– Od dłuższego czasu pracuję jako tłumacz w czasie spotkań młodzieży niemieckiej z Polakami, zdarzyło mi się też tłumaczyć tekst na zamówienie – mówi studentka Magdalena Jackowska. – O znalezieniu pracy decydują przede wszystkim kompetencje językowe. Po studiach można zostać nauczycielem lub lektorem w szkole językowej, ale większość moich kolegów z roku i absolwentów germanistyki pracuje jednak dla korporacji czy firm obsługujących klientów niemieckojęzycznych. W Krakowie, w którym studiuję, dochodowym zajęciem jest też oprowadzanie turystów niemieckojęzycznych. Absolwenci germanistyki mogą również szukać pracy w polsko-niemieckich instytucjach, konsulatach, ambasadach. Oczywiście, czasem potrzebne są dodatkowe kursy, czasem studia podyplomowe, ale największą wartością samą w sobie, wynoszoną już ze studiów, jest znajomość języka, dająca wiele zawodowych możliwości.

Czy studia medyczne uczą leczyć?

– Będąc na medycynie, zastanawiałam się, po co aż 3 lata trwają nauki podstawowe i miałam wówczas refleksję, że proporcja mogłaby być odwrócona na korzyść zajęć z pacjentami – zauważa dr n. med. Urszula Libera, specjalista psychiatrii oraz mgr psychologii. – Warto byłoby poświęcić więcej czasu i uwagi na studiach badaniu chorego, obserwowaniu operacji przez studentów czy pracy w izbie przyjęć w szpitalu. Nadal uważam, że bezcelowe jest uczenie się wzorów witamin lub rozwiązywanie skomplikowanych zadań chemicznych, ponieważ w pracy nie korzystamy z tej wiedzy. A poza tym – przecież zawsze można zajrzeć do książki lub skorzystać z odpowiedniego programu do obliczeń. Mam też wątpliwości, czy trzeba aż przez cały rok na studiach rysować tkanki zdrowe, a przez następny – te objęte procesem patologicznym. Gdyby ode mnie zależało to, czego się uczy przyszłych lekarzy, skoncentrowałabym się na powtarzaniu wiedzy z symptomatologii, aby na podstawie prezentowanych objawów szybciej kojarzyć ich współwystępowanie i w sposób bardziej zautomatyzowany stawiać diagnozy.

Co robią lekarze i psycholodzy po dyplomie?

– Stawanie się lekarzem to także długotrwała inwestycja – dodaje dr Libera. – Obecnie studia trwają 6 lat, następnie absolwenta czeka 13-miesięczny staż podyplomowy zakończony sprawdzeniem całej wiedzy ze studiów, czyli Lekarskim Egzaminem Państwowym. Później rozpoczyna się specjalizację, która trwa aktualnie od 4 lat (np. medycyna rodzinna) do lat 6 (np. chirurgia), i jest zakończona egzaminem specjalizacyjnym. Przygotowanie się do niego zajmuje około pół roku. Zatem, w zależności od specjalizacji, czeka nas 12-14 lat dość mocnej harówki. Również studia psychologiczne to jedynie baza, absolutnie niewystarczająca do uprawiania zawodu. Jeśli ktoś planuje, że zostanie psychoterapeutą, powinien nastawić się na zainwestowanie po studiach czasu (kilku lat) i pieniędzy na odbycie kursów oraz terapii przygotowujących do wykonywania tego typu pracy. Aktualnie nie weszła w życie ustawa o zawodzie psychologa, która zakłada zdobywanie specjalizacji w sposób ustrukturalizowany, na wzór zawodów medycznych. Obecnie specjalizację, np. z psychologii klinicznej, zrobić jest dość trudno, ponadto by ją zrobić, trzeba mieć etat.

W moim przekonaniu jest ogromna rozbieżność między liczbą kandydatów na studia psychologiczne czy liczbą absolwentów a ilością miejsc na etatach, przeznaczonych dla psychologów. Absolwenci wybierają więc często inne zawody – szkoda, bo przecież tak trudno było im przejść przez gęste sito selekcji podczas rekrutacji na studia.

Ewelina Socha, studentka filologii germańskiej UJ:

Doświadczenie zawodowe z zakresu stażu i praktyk można nabyć podczas studiów poprzez poszukiwanie pomysłu na siebie, natomiast sam tok studiów pokazuje tylko szeroką gamę tego, na co możemy się zdecydować. Czasem mam wrażenie, że w tok każdych studiów wpisane jest coś, bez czego każdy z nas mógłby się obyć bez poważniejszych konsekwencji, a zaliczenie przedmiotu odbywa się z musu. Myślę, że uczelnie powinny weryfikować przydatność zajęć i oferować studentom możliwie dużo zajęć praktycznych. Z drugiej strony nigdy nie uważałam, że studia wyspecjalizują mnie beze mnie. Specjalizacja w konkretnej dziedzinie wydaje się być naszą sprawą.

Studia uniwersyteckie oferują najczęściej wiedzę ogólną, którą należy traktować jako wyjściową bazę. Nie zastąpią one jednak konkretnego doświadczenia, które każdy ze studentów/absolwentów musi często zdobywać w samodzielny sposób.

Najpierw teoria, potem praktyka

– Rolą uniwersytetów było i jest przygotowanie głównie teoretyczne oraz stworzenie przestrzeni na indywidualne zdobywanie doświadczenia zawodowego – uważa Anna Patryn, psycholog, doradca zawodowy. – Nawet kierunki bardziej praktyczne, przygotowujące do zawodów specjalistycznych (lekarz, inżynier) wymagają od studenta uczestniczenia w praktykach i stażach, które po skończeniu studiów staną się podstawą w poszukiwaniu ciekawej pracy.

Dobrze byłoby, gdyby wyspecjalizowane jednostki uczelni (np. biura karier) pośredniczyły w zdobywaniu ofert praktyk lub staży i na wielu uczelniach tak się już dzieje. Ale równocześnie to od indywidualnej aktywności studenta musi zależeć to, czy i jaką praktykę sobie wybierze, jaki staż podejmie w kontekście własnych planów kariery zawodowej. Rolą biur karier – oprócz pomocy wykwalifikowanej kadry doradczej – powinno być także pośredniczenie w stażach i praktykach za granicą, co wiąże się ze ściślejszą współpracą uczelni z partnerami zagranicznymi. Ale wciąż to młody człowiek poprzez własną aktywność i zaangażowanie musi pokazać potencjalnemu pracodawcy, że warto w niego zainwestować czas niezbędny na praktyczną naukę.

Znacznie bardziej na polskich uniwersytetach winny być promowane także programy wymiany studentów i absolwentów ze względu na możliwość praktycznej nauki języka, zdobywanie doświadczenia zawodowego oraz takich umiejętności jak samodzielność czy współpraca w grupie (w tym w grupie wielokulturowej).

Tekst: Marta Morelowska

Wydawnictwo TELBIT

Więcej w magazynie dla maturzystów: Czas na studia

Tego wpisu nie można komentować