Polscy studenci nie są przygotowani do pracy

Uwielbiamy narzekać. Narzekamy na brak pracy, brak możliwości zawodowego rozwoju, na polityków, że tej pracy nam nie zapewniają, na system; a jak już wreszcie uda nam się znaleźć zatrudnienie, narzekamy na szefa, atmosferę panującą w pracy i na niskie zarobki. Zresztą to właśnie zarobki są dla polskich absolwentów i jeszcze-studentów najważniejsze. To pieniądze są najważniejszym kryterium wyboru pracy. Najpierw trzeba zarobić, a dopiero później myśli się o zawodowym awansie. Myślicie, że taka jest norma?

I macie rację – to polska norma. Pracodawcy co i rusz alarmują, że studenci nad Wisłą i świeżo upieczeni absolwenci nie są przygotowani do wykonywania zawodu. Przedstawiciele firm są zaniepokojeni faktem, że młodzi ludzie nie mają żadnego zawodowego doświadczenia. Bo jak tu je zdobywać, skoro podczas studiów można zająć się o wiele ciekawszymi rzeczami? Zamiast praktykować i zaliczać staże – imprezujemy.

Nad sensem studiowania zastanawiamy się najczęściej podczas sesji, czyli w większości studenckich przypadków, dwa razy w roku. Wtedy wszystkie media huczą od porad, wróżb, przepowiedni, rozprawiają o metodach skutecznej nauki i walki z egzaminacyjnym stresem. Po sesji przychodzi czas na relaks, odreagowanie, bumelanctwo i prawdziwe „studiowanie”. Wszak to najpiękniejszy okres w życiu młodego człowieka i trzeba ten czas dobrze wykorzystać. Szkoda, że to „dobrze” w Polsce wcale nie oznacza „mądrze”.

Chcecie dowodów? Proszę bardzo. Z danych Eurostatu wynika, że w Polsce przeciętny wiek, w którym na rynku pracy znajduje się co najmniej 50 proc. młodzieży wynosi 22 lata. Średnia unijna to 20 lat. Wynika z tego niezbicie, że młodzi Polacy są na europejskim rynku pracy o dwa lata później. Są to dwa lata, których tak łatwo i szybko nie da się przecież nadrobić. I nikt nikogo nie zmusza w tym miejscu do pracy od 16. roku życia, ani nawet od 18 lat.

Chodzi o to, by po ukończeniu studiów poza dyplomem i wysoką średnią można się było jeszcze poszczycić praktycznymi umiejętnościami. Uwierzcie, że Waszych przyszłych pracodawców nie łechcą Wasze piątki, naukowe stypendia, nie podnieca encyklopedyczna wiedza. Dziś w Polsce studiuje niemal każdy. Sztuką jest się w tej masie studentów skutecznie wyróżnić.

Na początku 2011 roku w urzędach pracy było zarejestrowanych blisko 39 tysięcy absolwentów poniżej 27. roku życia. Nie musimy nikomu wyjaśniać, że to świeżo upieczeni zdobywcy wyższego wykształcenia. W większości humaniści, których rynek pracy nie wchłonie: – Politycy się cieszą, że mamy największy w Europie skok liczby studentów, ale nikt nie patrzy na jakość ich kwalifikacji. Czasy, gdy dyplom wyższej uczelni gwarantował pracę, minęły już w latach 90. Rynek pracy nie jest w stanie wchłonąć tak dużej liczby absolwentów, szczególnie po kierunkach humanistycznych.

Marny system polskiego szkolnictwa wyższego ma naprawić dopiero co podpisana przez prezydenta Bronisława Komorowskiego znowelizowana ustawa Prawo o szkolnictwie wyższym. Oprotestowana przez studentów ustawa jest tylko próbą zreformowania zabetonowanego życia akademickiego made in Poland. Ale bez zmiany mentalności polskich studentów i przyszłych adeptów uczelni nawet Albert Einstein niczego by tu nie zmienił.

Pewnie, że studentom medycyny i prawa ciężko jest nawet myśleć o praktykowaniu na studiach. Ale studenci innych kierunków, szczególnie humanistycznych, powinni myśleć o zawodowej przyszłości i zdobywać zawodowe doświadczenie. Ofert staży jest na rynku bez liku, w ofertach można przebierać. Mądrze spożytkowany czas na studiach otworzy po ich zakończeniu wiele drzwi. Rynek pracy zachłysnął się magistrami i trzeba zdobywać go umiejętnościami praktycznymi.

Źródło: http://www.uniface.pl

Tego wpisu nie można komentować