Praca po studiach.

Studia, obrona na piątkę i… wymarzona, dobrze płatna praca. Tak z grubsza przedstawia się scenariusz na przyszłość każdego studenta.

Według badań GUS już co piąty bezrobotny, to osoba poniżej 25 roku życia. W sumie daje to ponad 123 tys. często dobrze wykształconych młodych ludzi, którzy pozostają bez zatrudnienia.

Rzeczywistość nie zawsze zatem jak widać zbyt różowa i czasem na wymarzony etat trzeba trochę zaczekać. Można oczywiście wyjechać na popularne saksy. Za granicą zawsze znajdzie się jakaś praca. Szczególnie, że poza granicami kraju i tym najlepiej wykształconym młodym ludziom odpowiadają zajęcia, których w Polsce na pewno by się nie podjęli. Nawet te najprostsze będą przecież lepiej płatne niż ich krajowe odpowiedniki.

Staż czyli co?

Alternatywą wyjazdu są staże absolwenckie i prace interwencyjne. Oba trwają po pół roku. Stażyści teoretycznie zatrudniani są, by pomagać etatowym pracownikom. Pracownik interwencyjny ma samodzielne stanowisko pracy, jego zadaniem jest zastąpienie pracownika etatowego, który np. jest na urlopie bezpłatnym czy macierzyńskim. W praktyce jednak mają takie same obowiązki. Praca to praca. 8 godzin trzeba „odrobić”.

Same plusy?

Pomimo wielu zalet, staże i prace interwencyjne mają jedną, za to zasadniczą, wadę – płacę. Stażyści otrzymują wynagrodzenie z urzędu pracy – 650 złotych netto. Pracodawców taki etat nic nie kosztuje, dlatego chętnie korzystają z tej formy zatrudnienia. Szczególnie, że nie mają obowiązku zatrudnienia absolwenta po upływie „stażowego” pół roku…

Pracownik interwencyjny dostaje trochę więcej pieniędzy, choć i tak do średniej krajowej mu bardzo daleko. W jego wypadku uposażenie wypłacane jest w połowie przez pracodawcę, w połowie przez urząd pracy. Co ważne, pracownik interwencyjny może w każdej chwili rozwiązać swoją umowę. Jest jednak tradycyjny „haczyk” – jeśli nie porzuci pracy, by zacząć kolejną, będzie musiał zwrócić część pieniędzy, które otrzymał… – Mnie się udało. Choć zacząłem pracować jako pracownik interwencyjny w urzędzie miasta, byłem pewny, że nie zamierzam tak zagrzać miejsca na dłużej. Od pierwszego dnia pracy szukałem innego zajęcia. Procedury aplikacyjne trwają nawet kilka tygodni, dlatego cieszyłem się, że przynajmniej nie siedzę w bezczynnie w domu. I udało się – od stycznia zaczynam pracę w zupełnie innym miejscu. I jako normalny pracownik – cieszy się Kamil, stażysta.

Liczy się doświadczenie

Zarówno pierwsze, jak i drugie umożliwiają zdobycie tak potrzebnego doświadczenia oraz obycie się z miejscem pracy i zwyczajami w nim panującymi. Najważniejsze jest jednak to, że w wielu przypadkach po wygaśnięciu umowy zawierana jest nowa – tym razem zapewniająca etat w danej firmie czy urzędzie. W końcu sprawdzony pracownik jest dla pracodawcy najcenniejszy. – Faktycznie, najpierw pół roku byłam w moim wydziale pracownikiem interwencyjnym, a potem przystąpiłam do konkursu i wygrałam. Gdybym nie miała doświadczenia, pewnie nie byłoby mnie tu teraz – przyznaje Żaneta, także stażystka.

Tak więc, choć na początku trudno dostrzec wiele plusów stażów i prac interwencyjnych, często okazują się one świetnym rozwiązaniem. W końcu początki zawodowej kariery nie są usłane różami. O staż czy prace interwencyjne najlepiej pytać w urzędach pracy na początku roku – wtedy pula pieniędzy przeznaczonych na ten cel jest pełna. Pod koniec roku absolwenci często dostają negatywną odpowiedź z powodu braku funduszy.

Źródło:  http://www.wiadomosci24.pl

Tego wpisu nie można komentować